Historyk porównuje COVID-19 do pandemii grypy z 1918 roku

0
39
views
Ludzie czekają w kolejce po maski w San Francisco podczas pandemii grypy hiszpańskiej w 1918 roku. Zdjęcie: Wikimedia Commons

Historyk John Barry mówi, że zjadliwość grypy z 1918 r. spowodowała, że była to zupełnie inna choroba niż COVID-19, ale lekcje płynące z tej pandemii wciąż są aktualne.

Kiedy nowy koronawirus przeszedł z epidemii w pandemię w 2020 roku, John Barry znalazł się na dość znajomym terytorium.

Barry jest autorem The Great Influenza: The Epic Story of the Deadliest Plague in History (Wielka Grypa: Historia Najniebezpieczniejszej Pandemii w Historii). Kiedy książka została opublikowana po raz pierwszy, w 2004 roku, Narodowa Akademia Nauk uznała ją za wybitną książkę roku w dziedzinie nauki i medycyny. W 2020 roku książka Barry’ego powróciła do statusu bestsellera.

W The Great Influenza Barry rozważa wszystko związane z hiszpańską grypą – została ona tak nazwana, ponieważ prasa w Hiszpanii pozostała neutralna podczas I wojny światowej. Kraje, takie jak Anglia, USA, Niemcy, Austria czy Francja nie udostępniały opinii publicznej zbyt wielu informacji. Inaczej było właśnie w Hiszpanii, która na bieżąco informowała o rozwoju pandemii i jej śmiertelnym żniwie. 

Czytaj: Koronawirus w Krakowie i Małopolsce: ile jest zakażeń? Ile osób zmarło?

Hiszpania nie ograniczyła informacji z wielu różnych punktów widzenia: po pierwsze przez wzgląd na naukowców, którzy poszukiwali odpowiedzi mających na celu zrozumienie nowego patogenu, po drugie przez wzgląd na wysiłki urzędników (lub ich brak) mające na celu powstrzymanie rozprzestrzeniania się infekcji, po trzecie przez wzgląd na społeczność i rodziny, które doświadczały choroby tak zaraźliwej i śmiertelnej, która zaraziła około jedna czwartej populacji Stanów Zjednoczonych i zabiła od 50 do 100 milionów ludzi na całym świecie.

The Great Influenza to rozważania Barry’ego na temat przywództwa, nauki i społeczeństwa. Zaufanie, twierdzi, jest kluczowe, ponieważ bez zaufania do informacji ludzie nie mają rzetelnej wiedzy o tym, co się dzieje.

W 1918 r., kiedy przywódcy nadali morale w czasie wojny pierwszeństwo przed komunikacją dotyczącą zdrowia publicznego, terror opanował społeczeństwo do tego stopnia, że niektóre ofiary grypy umarły z głodu, ponieważ inne były zbyt wystraszone, by przynieść im jedzenie.

Jak pisze Barry, fundamentalna lekcja płynąca z pandemii z 1918 r. jest następująca: „Władze muszą zachować zaufanie opinii publicznej. Sposobem na to jest nic nie zniekształcać, niczemu nie nadawać najlepszej twarzy, nikogo nie manipulować”.

Jakie są najważniejsze podobieństwa między wirusem grypy z 1918 r. a COVID-19?

– Oba są wirusami zwierzęcymi, które skoczyły na ludzi. Są więc nowatorskie dla danej populacji. Sposób transmisji jest identyczny: głównie drogą kropelkową, niektóre w powietrzu, może niektóre fomite [transmisja z kontaktu z przedmiotami] – nikt nie wie, ile tego jest – mówi Barry.

– Po trzecie, oba są głównie wirusami układu oddechowego.

– Numer cztery jest mniej znany, a mianowicie, że wirus z 1918 r. zainfekował praktycznie każdy organ, podobnie jak COVID-19. Wystąpiły znaczące skutki neurologiczne i powikłania sercowo-naczyniowe – były one bardzo częste. Zauważono, że może to dotyczyć nawet jąder. Tak było również w 1918 roku. Jest to bardzo niezwykłe i na pewno nie dotyczy innych wirusów grypy.

Czytaj: Koronawirus dotarł już wszędzie. Antarktyda zgłasza pierwsze przypadki

Jakie są różnice?

– Trudno powiedzieć, co jest najważniejsze, ale wydaje mi się, że najważniejsza jest inna docelowa grupa demograficzna. W 1918 roku około 95% nadmiernej śmiertelności stanowiły osoby poniżej 65 roku życia. Oczywiście w przypadku COVID jest odwrotnie – informuje Barry.

– A numer dwa to czas trwania. Wirus ten porusza się znacznie wolniej niż grypa, niezależnie od tego, czy jest to okres inkubacji, czas wydalania wirusa czy choroba.

– Ze względu na czas trwania położył znacznie większy nacisk na gospodarkę. Próbowaliśmy przerwać transmisję i uratować ludzkie życie, co moim zdaniem było słuszne. Ale z pewnością spowodowało wzrost stresu gospodarczego.

– Najbardziej oczywistą różnicą jest zjadliwość – szybkość rozprzestrzeniania się wirusa i jego dotkliwość. W 1918 roku wirus był wielokrotnie bardziej zjadliwy.

Podkreślasz w książce, że dobra nauka „istnieje na pograniczu” – a niepewność jest tego niezbędną częścią. Jaki wpływ ma niepewność na naszą reakcję na zdrowie publiczne?

– Ogólnie rzecz biorąc, zdrowie publiczne jest dość łatwe w porównaniu z twardą nauką. W obecnym przypadku, oczywiście, odwrócenie stosowania maski spowodowało wiele zamieszania, chociaż myślę, że w tej chwili jest dość powszechna akceptacja.

– Zwykle zdrowie publiczne nie jest granicą. Możesz udoskonalić swoje metody – w tym przypadku główna metoda zawsze istniała. Dystans społeczny jest ważniejszy niż cokolwiek innego.

W pandemii z 1918 roku panował strach. Jak wszechobecny strach wpływa na społeczeństwo? Czy widzisz tego rodzaju strach w obecnej sytuacji?

– Powodów do strachu w 1918 roku było o wiele więcej. Ludzie widzieli wokół siebie śmierć – a w wielu przypadkach okropne zgony. Teraz też jest strach, ale w większości przypadków nie jest to ta sama intensywność.

– Myślę, że strach jest znacznie ważniejszym i napędzającym motywem – powiedzmy, o wiele skuteczniejszym – w nakłanianiu ludzi do działania niż myśl, że powinieneś chronić kogoś obcego, z którym gdzieś się krzyżujesz.

– Więc jeśli chodzi o nakłanianie ludzi do przestrzegania zaleceń zdrowia publicznego, myślę, że jeśli ludzie są głęboko zaniepokojeni, że sami są bezbronni i mogą zostać zabici, jest to o wiele potężniejsze niż martwienie się, że może jakaś osoba się zarazi”.

Na zakończenie książki, napisanej w 2004 roku, ostrzegasz, że w przyszłych pandemiach władze będą musiały zachować zaufanie opinii publicznej. Co myślisz, patrząc na to, co wydarzyło się w 2020 roku?

– Wiele krajów postąpiło słusznie. Zachowania były niezwykle przejrzyste. Moim przesłaniem było, aby zawsze mówić prawdę. Nie powinno się straszyć ludzi. Nie wolno używać strachu jako narzędzia, ale trzeba zrobić tak, aby zgodnie z prawdą ludzie byli w stanie samodzielnie ocenić ryzyko. I zrozumieć ryzyko. I należy być szczerym. Wiele krajów to zrobiło – nie dlatego, że przeczytały moją książkę, ale dlatego, że jest to zdecydowanie najlepsza rzecz do zrobienia, niezależnie od tego, czy jest to Korea Południowa, Singapur, Niemcy, Austria czy Nowa Zelandia. Wiele krajów było całkowicie przejrzystych i dość skutecznie powstrzymywało wirusa.

johannesfloe.com – Art to remember

W całej kulturze jest niewiele śladów pandemii grypy z 1918 roku. Jak myślisz, dlaczego tak jest? Jakieś prognozy dotyczące tego, jak obecny kryzys będzie reprezentowany w przyszłości – lub jeśli tak będzie?

– Nigdy nie udało mi się znaleźć dobrego wyjaśnienia, dlaczego tak mało jest informacji o pandemii z 1918 roku. W latach dwudziestych XX wieku powstało sporo literatury.

– Miałem ciotkę, która miała 90 lat. Kiedy wspomniałem jej o hiszpańskiej grypie, złapała się za pierś i powiedziała: „Och! To był jedyny raz, kiedy mój ojciec płakał”. Z pewnością będzie to w niej siedzieć do końca życia. I ilekroć wspomniałem o tym komuś na tyle dorosłemu, by to przeżyć, otrzymywałem podobną odpowiedź. Z pewnością o tym nie zapomnieli, ale dlaczego nie odnotowano tego w naszej literaturze w większym stopniu, nie wiem.

– Jeśli chodzi o tę pandemię, tak, myślę, że jest bardzo duża szansa, że będzie to decydujące wydarzenie dla pokolenia, w zależności od skuteczności i szybkości, z jaką otrzymamy szczepionkę.

Co Cię najbardziej martwi, gdy patrzysz w przyszłość?

– W kwietniu powiedziałem, że nie spodziewam się, że lato przyniesie ulgę. Powiedziałem, że spodziewam się czegoś podobnego do fal oceanicznych, a nie fal, w zależności od tego, jak wyszliśmy z różnych faz. Powiedziałem też, że istnieje niebezpieczeństwo gwałtownej burzy. W tej chwili stosunkowo łatwo jest przewidzieć zachowanie wirusa, ale nie można przewidzieć zachowania człowieka. I nie możesz przewidzieć pogody. Jeśli upadek jest naprawdę łagodny, a ludzie często przebywają na zewnątrz, w głębi jesieni, będzie to miało pewien wpływ na transmisję. Jeśli pogoda jest brzydka i ludzie siedzą zamknięci w domach, to znowu coś innego.

– Kluczem jest naprawdę zachowanie. Najbardziej martwi mnie realna możliwość wystąpienia tej fali.

– Nadal jest tak wiele niewiadomych o wirusie, na przykład o jego długoterminowym wpływie. Wiemy, że znaczny procent chorych wykazuje jakieś uszkodzenia serca. Czy to jest trwałe? Czy to można wyleczyć? Nawet osoby, które nie mają żadnych objawów na zdjęciu rentgenowskim, wykazują w płucach tzw. „zmętnienie szkła matowego”. Co to za uszkodzenie? Co to oznacza długoterminowo?

– Wirus z pewnością wpływa na naczynia krwionośne. Co to oznacza w odniesieniu do udaru i innych problemów sercowo-naczyniowych za kilka lat? W 1918 roku wystąpiły komplikacje, które w ogóle nie ujawniły się aż do lat dwudziestych XX wieku. Więc po prostu nie wiemy.

Źródło: rochester.edu

Szukasz pracy? Koniecznie zajrzyj na pl.jooble.org