Jak Magdalena Andersson dwukrotnie została pierwszą kobietą premierem Szwecji?

0
52
views
Magdalena Andersson ponownie wybrana na premierkę Szwecji. Źródło: Twitter

Dojście do władzy Magdaleny Andersson było niczym innym jak polityczną operą mydlaną, a finał sezonu może dopiero nadejść.

W ciągu tygodnia szwedzki parlament wybrał ją na swoją pierwszą kobietę-premiera, obserwował, jak zrezygnowała kilka godzin później pośród zawirowań politycznych i wygrała z powrotem po drugim głosowaniu.

Czytaj: Szwedzki parlament zatwierdza pierwszą kobietę-premier

Dlaczego to wszystko się rozwinęło i co może się wydarzyć później, uwypukliło złożoność ośmiopartyjnej polityki koalicyjnej w podzielonym kraju.

Czytaj: Pierwsza kobieta premier Szwecji rezygnuje kilka godzin po nominacji

Dlaczego Szwecja potrzebowała nowego premiera?

Pierwsze głosowanie na nowego premiera w parlamencie w ubiegłą środę nastąpiło po odejściu na emeryturę Stefana Lofvena, który kierował koalicyjnym rządem Socjaldemokratów i Zielonych od 2014 roku.

Jego partia, Socjaldemokraci, wybrała Magdalenę Andersson na swojego zastępcę na lidera partii na konferencji na początku listopada. Potrzebowała jednak zgody parlamentu, aby wkroczyć w historyczną rolę pierwszej szwedzkiej kobiety-premiera, dokładnie 100 lat odkąd kobiety po raz pierwszy uzyskały głos w tym kraju.

Koniecznie zajrzyj na f7.pl

Co się stało z pierwszym głosowaniem?

W szwedzkim systemie politycznym Andersson nie potrzebowała większości posłów, aby ci głosowali na nią, potrzebowała jedynie większości deputowanych w 349-osobowym Riksdagu, którzy nie głosowali przeciwko niej.

Ale to zawsze będzie trudne zadanie ze względu na rozdrobniony politycznie parlament. Koalicja rządząca kierowana przez socjaldemokratów jest słaba i uzależniona od wsparcia innych partii parlamentarnych.

Przeszła jednym głosem, po jedenastogodzinnych negocjacjach z Partią Lewicy i wcześniejszych rozmowach z centroprawicową Partią Centrum, obie partie zgodziły się wstrzymać od głosu. Była to historyczna chwila dla Szwecji, ostatniego kraju nordyckiego, który nigdy wcześniej nie miał kobiety-premiera.

Ale to nie zobowiązywało parlamentu do poparcia jej w kluczowym głosowaniu budżetowym tego samego popołudnia. Zamiast tego Partia Centrum pomogła przyjąć alternatywną propozycję trzech prawicowych partii, w tym antyimigracyjnych Szwedzkich Demokratów.

Tak więc Zieloni opuścili rząd koalicyjny, mówiąc, że nie chcą żadnego udziału w budżecie negocjowanym przez nacjonalistów.

A pani Andersson poprosiła o ustąpienie ze stanowiska premiera, mówiąc na konferencji prasowej: „Nie chcę kierować rządem, którego zasadność będzie kwestionowana”.

Czytaj: Biohacking – Szwedzi wszczepiają sobie chipy pod skórę.

Kto rządzi Szwecją?

Kluczowe pytanie na ustach wielu Szwedów wyszło od zagranicznego korespondenta pracującego dla fińskiego nadawcy publicznego YLE.

„Przepraszam… kto teraz prowadzi Szwecję?” zapytał Lucas Dahlstrom, wywołując śmiech kolegów dziennikarzy i klip, który stał się popularny.

Magdalena Andersson wyjaśniła, że formalnie nie zaczęła tej pracy, więc odpowiedzią był rząd tymczasowy kierowany przez Stefana Lofvena.

Rezygnacja i powrót

Rezygnacja pani Andersson zakończyła najbardziej dramatyczny dzień w historii politycznej Szwecji.

Szwecja ma długą historię stabilności parlamentarnej i koalicyjnej polityki współpracy, z socjaldemokratami dominującymi przez większość ostatniego stulecia.

„Rząd mniejszościowy jest bardzo powszechny we wszystkich krajach skandynawskich”, wyjaśnia Drude Dahlerup, profesor nauk politycznych na Uniwersytecie Sztokholmskim. „Ale atmosfera w szwedzkim parlamencie w tej chwili… jest bardzo wrogo nastawiona i żadna partia tak naprawdę nie chce się poddać”.

Dramat zahamował wszelkie świętowanie faktu, że Szwecja w końcu dogoniła swoich nordyckich sąsiadów, wybierając swoją pierwszą przywódczynię.

„To miał być bardzo dobry dzień dla Szwecji” – dodaje prof. Dahlerup.

Dlaczego wygrała drugie wybory?

Do poniedziałku przewodniczący parlamentu dał politykom kolejną szansę na zatwierdzenie lub odrzucenie Magdaleny Andersson jako szefa jednopartyjnego rządu.

Ponieważ żadne z nich nie zmieniło stanowiska, a żadna z partii opozycyjnych nie miała wystarczającego poparcia, by zaproponować alternatywny rząd, w poniedziałek została ponownie przegłosowana.

Więc teraz jej partia socjaldemokratów będzie rządzić sama po raz pierwszy od 15 lat.

Pani Andersson obiecała zwiększyć wydatki socjalne i ograniczyć prywatyzację szkół, opieki zdrowotnej i domów starców, ograniczyć emisje gazów cieplarnianych oraz zwalczać przestępczość i segregację w Szwecji.

Co o niej wiemy?

54-letnia Magdalena Andersson jest doświadczonym politykiem zawodowym, ma reputację szczerej mówczyni i silnego negocjatora.

Od 2014 roku była ministrem finansów w rządzie Stefana Lofvena.

Zanim została posłanką, była mistrzynią pływania, pracowała jako doradca polityczny i zajmowała wyższe stanowisko w szwedzkim urzędzie podatkowym.

Studiowała na Uniwersytecie Harvarda i Stockholm School of Economics, gdzie poznała swojego męża, który obecnie pracuje tam jako profesor. Mają dwoje dzieci i wspólnie uprawiają turystykę pieszą i grillowanie.

Co będzie dalej?

Nadal będzie musiała przestrzegać budżetu wynegocjowanego przez trzy opozycyjne partie prawicowe, w tym nacjonalistycznych Szwedzkich Demokratów.

Jako szefowa jednopartyjnego rządu mniejszościowego, który ma zaledwie 100 deputowanych z 349 w parlamencie, będzie jej również trudno przeforsować jakąkolwiek przyszłą politykę.

Ma niewiele ponad dziewięć miesięcy, aby udowodnić publicznie, że Szwecja ma przeprowadzić kolejne wybory we wrześniu 2022 roku.

Sondaże sugerują, że wyborcy mają do niej większe zaufanie niż do któregokolwiek z innych przywódców partii w Szwecji. Ale jej zwiększony profil w mediach jak dotąd nie zdołał zdobyć dodatkowego poparcia dla jej partii.

Inną kluczową zmienną jest to, co dzieje się z nacjonalistami.

Do tej pory inne prawicowe partie opozycyjne odmawiały utworzenia koalicji ze Szwedzkimi Demokratami, mimo że przełamałoby to obecny impas polityczny.

Ale dwaj z nich, konserwatywni umiarkowani i chrześcijańscy demokraci, wydają się coraz bardziej otwarci na negocjacje z nimi.

„Nie mam pojęcia, kto wygra następne wybory”, mówi prof. Dahlerup.