Nowa sztuczna wyspa w Danii ma przeciwdziałać zmianom klimatu

0
159
views
Kajakarze spływają po wodach przed Kopenhagą. Febiyan/Unsplash

Kopenhaga rozpoczyna najbardziej ambitny projekt w swojej historii, dlatego ekolodzy obawiają się o Bałtyk.

Ziemia zmaga się z niespokojnymi czasami. Według niedawnego raportu ONZ, świat odnotował gwałtowny wzrost liczby klęsk żywiołowych w ciągu ostatnich 20 lat, w tym utratę 1,23 miliona istnień ludzkich i straty gospodarcze, które kosztowały około trzech bilionów dolarów.

Trafnie zatytułowany raport, Human Cost of Disasters (Koszt Ludzki Katastrof), nie jest nieśmiały w swoim twierdzeniu, że zmiany klimatyczne odegrały dużą rolę w tym wzroście, stwierdzając, że „Chociaż lepsze rejestrowanie i raportowanie może częściowo wyjaśniać część wzrostu liczby zdarzeń, większość wynika to ze znacznego wzrostu liczby katastrof związanych z klimatem”.

W październiku ubiegłego roku ONZ wydało oświadczenie prasowe przed publikacją raportu, w którym profesor Debarati Guha-Sapir z belgijskiego Centrum Badań nad Epidemiologią Katastrof podkreśliła, że ludzkość nie przystosowała się do takich badań.

„Ten raport obejmuje pierwsze dwadzieścia lat tego stulecia i nie obejmuje zagrożeń biologicznych, takich jak COVID-19”, wyjaśniła Guha-Sapir, „ale wyraźnie podkreśla poziom ludzkiego cierpienia i strat ekonomicznych, które wynikają z nieprzystosowania się do zmian klimatu oraz do redukcji emisji gazów cieplarnianych.”

Skomentowała również, że jeśli zobaczymy podobny wzrost liczby katastrof naturalnych w nadchodzącym okresie 20 lat, perspektywy ludzkości będą ponure.

Źródło: Deanna Scanlan/Unsplash

Inżynieria miast odpornych na zmiany klimatu

Ci, którzy mieszkają w nadmorskich miastach, już teraz doskonale zdają sobie sprawę z faktu, że powodzie są najbliższą manifestacją tych zmieniających się wzorców klimatycznych.

Inicjatywy inteligentnych miast są już dyskutowane na całym świecie, a ośrodki miejskie, takie jak Boston, Nowy Jork i Londyn, biorą udział w trudnej, ale koniecznej rozmowie o tym, jak utrzymać przewagę nad falami. Spośród ponad 7000 zarejestrowanych katastrof, które miały miejsce w ciągu ostatnich 20 lat, prawie 45% z nich miało związek z powodzią.

To niebezpieczeństwo wydaje się stanowić jedną z motywacji niedawnego zatwierdzenia przez rząd duński planów budowy ogromnej sztucznej wyspy u wybrzeży Kopenhagi.

Czytaj: Innowacyjna Kopenhaga – stok narciarski na dachu elektrowni

4 czerwca duńscy posłowie głosowali 85 do 12 za propozycją zbudowania wyspy u wybrzeży miasta, aby zapewnić wystarczającą ilość ziemi dla 35 000 mieszkańców. Ląd będzie połączony z resztą miasta poprzez połączenie linii metra, tuneli i obwodnicy.

Wyspa o powierzchni 2,6 km2, o nazwie Lynetteholm, nie tylko złagodzi skutki ekstremalnych warunków pogodowych dla portu i reszty miasta, ale także obejmie system, który pomoże chronić mieszkańców przed zmianami klimatycznymi. wywołane falami sztormowymi i podnoszeniem się poziomu mórz.

Źródło: Kristijan Arsov/Unsplash

Troska o powódź jest słuszna. Dania jest jednym z najniżej położonych krajów na świecie, a badania przewidują wzrost poziomu morza o około 0,3-0,6 m w ciągu tego stulecia.

Wyspa została zaprojektowana przez firmy COWI, Arkitema i Tredje Natur, a jej budowę nadzorować będzie kopenhaska firma By & Havn (City & Port).

Szczególnie interesująca jest rola By & Havn w projekcie. Jednostka jest zbiorem spółek publicznych, które pomogły w rewitalizacji miasta w ciągu ostatnich kilku dekad, pod hasłem tzw. Modelu Kopenhaskiego, procesu rewitalizacji obszarów przemysłowych miasta portowego w dochodowe nieruchomości. Tereny te najczęściej zamieniane są na luksusowe osiedla mieszkaniowe lub powierzchnie biurowe dla przemysłów kreatywnych.

Budowa nowych gruntów w Kopenhadze to praktyka, która okazała się skuteczna w przeszłości. Ukończona w 2014 roku dzielnica Enghave Brygge o powierzchni prawie 300 000 metrów kwadratowych została zbudowana na terenie, który wcześniej nie istniał w porcie południowym.

Pod względem ekonomicznym takie projekty zdziałały cuda dla miasta. Pomogły również złagodzić niektóre presje związane z fatalną sytuacją na rynku mieszkaniowym w Kopenhadze, gdzie popyt znacznie przekracza podaż.

Czytaj: Uitwaaien – holenderski sposób na poprawę nastroju i oczyszczenie umysłu

Budowa Lynetteholm wymagałaby przetransportowania przez centrum miasta ponad 80 milionów ton ziemi, aby stworzyć podstawę jego konstrukcji, pochodzącej z pobliskich projektów budowlanych. Fundamenty wyspy mogą powstać około 2035 roku, a budowa ma potrwać do 2070 roku.

Wybrzeże jest (nie) czyste

Z daleka projekt wygląda jak marzenie ekologa – rząd poważnie traktuje kwestię zmian klimatycznych i przekształca autentyczną troskę w praktyczne planowanie, które podwaja się jako elektryczny wstrząs dla gospodarki miasta.

Jego zwolennicy mogą jednak wyprzedzać samych siebie, ponieważ niektórzy uważają, że wyspa jest przykładem „greenwashingu”, projektu rzekomo chwalonego za przyjazne dla środowiska korzyści, które w rzeczywistości przyniosą więcej szkód dla środowiska niż pożytku.

„Musimy wziąć pod uwagę klimat i środowisko, a tego tutaj nie zrobiono”.

Pierwszą rzeczą, którą należy wziąć pod uwagę, jest sama ilość materiałów potrzebnych do budowy wyspy, co wymagałoby dużych pojazdów budowlanych do wykonywania setek codziennych podróży przez centrum miasta w celu transportu materiałów. Mieszkańcy są mniej niż zachwyceni perspektywą życia obok hałasu i zanieczyszczeń, które wynikałyby z lat takich logistycznych transferów.

W dniu głosowania protestujący zebrali się przed budynkiem duńskiego parlamentu, aby wyrazić swoje zaniepokojenie przedsięwzięciem infrastrukturalnym na dużą skalę, odzwierciedlającym obawy wielu grup zajmujących się ochroną środowiska. Nawet niektóre władze rządowe krajów sąsiednich nie zgadzają się z planem tej sztucznej wyspy.

Grupy takie jak Coalition Clean Baltic, organizacja non-profit składająca się z ponad 20 świadomych ekologicznie podmiotów z północnej Europy, wskazują na znacznie poważniejsze problemy niż tylko uciążliwe życie wzdłuż linii transportu budowlanego przez dziesięciolecia.

W czerwcu grupa wydała oświadczenie, w którym stwierdziła, że potencjalna szkoda projektu znacznie przewyższa jego zalety. Mówią, że wyspa poważnie zakłóci głębokie kanały dopływu słonej wody z Morza Północnego, krytycznego źródła wód bogatych w tlen, od którego tak bardzo zależy już i tak delikatny ekosystem Morza Bałtyckiego.

johannesfloe.com – Art to remember

Źródło: Alto Crew/Unsplash

Inne postacie, jak Frederik Roland Sandby, sekretarz generalny ruchu klimatycznego w Danii, obawiają się, że przeoczono kluczowe oceny środowiskowe. Rozmawiając z EuroNews, Sandby wyjaśnił, że „Klimat i środowisko są bardzo zapomniane w budowie i planach oceny, które są dla niej tworzone”, dodając, że „Musimy wziąć pod uwagę klimat i środowisko oraz tego nie zrobiono tutaj”.

Grupa składa wspólną skargę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, twierdząc, że oceny środowiskowe miasta uwzględniają jedynie budowę wyspy, a nie osiedla mieszkaniowe i systemy transportowe, które będą na niej budowane i eksploatowane. Nie wiadomo, czy sprawa opóźni budowę wyspy.

Grupy rzeczników ochrony środowiska nie są jedynymi, które mają problem z projektem. Według Bloomberg szwedzcy urzędnicy również wyrazili sprzeciw wobec wyspy, powołując się na podobne obawy o środowisko, jak CCB. Urzędnicy w szwedzkim okręgu Skania, położonym naprzeciwko Kopenhagi nad cieśniną Sund, skrytykowali projekt za możliwość zanieczyszczenia i ograniczenia dopływu wody do cieśniny.

„Cieśnina Øresund jest wąskim strumieniem o bardzo dobrej równowadze środowiskowej w swoich wodach i musimy dbać o jej zdrowie” – wyjaśnił Kristian Wennberg, szef usług wodnych Hrabstwa Skane.

Zwolennicy projektu twierdzą, że zrobili wszystko, aby wpływ wyspy został rygorystycznie i odpowiednio oceniony. Thomas Jensen, jeden z głównych politycznych motorów projektu ustawy, stwierdził w debacie przed głosowaniem parlamentarnym 4 czerwca: „Spośród ustaw, które pomogłem wdrożyć tutaj, w parlamencie, ten jest najdokładniej dyskutowany, z konsultacjami eksperckimi, przeglądami technicznymi i prawie 200 pytaniami do Ministerstwa Transportu”.

Dyrektor generalny By & Havn, Anne Skovbro, jest podobnie przekonana, że proces prowadzący do zatwierdzenia projektu ustawy został przeprowadzony w uczciwy i przejrzysty sposób, stwierdzając, że: „Projekt został oceniony pod względem środowiskowym i zakwalifikowany w porozumieniu z wiodącymi ekspertami w kraju oraz w dialogu z mieszkańcami Kopenhagi, a zatem parlament był dziś w stanie przyjąć Lynetteholm na dobrze udokumentowanych i świadomych podstawach”.

Między tymi, którzy sprzeciwiają się i wspierają projekt wyspy, jest wystarczająco dużo wiarygodnych danych, aby wskazać, że przynajmniej niektóre troski o środowisko w przypadku tak ambitnych projektów są uzasadnione. Jednak Lynetteholm może stanowić swego rodzaju punkt zwrotny w sposobie, w jaki świat postanawia radzić sobie ze zmianami klimatycznymi na dużą skalę.

Źródło: Shifaaz Shamoon/Unsplash

Podnoszący się poziom mórz już teraz zmusza miasta na całym świecie (a w niektórych przypadkach całe kraje) do całkowitej ponownej oceny swoich gospodarek. W przypadku Wysp Marshalla, kraju w Mikronezji, składającego się z ponad 1200 wysp, kwestia ta dosłownie wywraca to miejsce do góry nogami. Ponieważ temperatury na całym świecie stale rosną, miejsca takie jak Wyspy Marshalla, Malediwy i Kiribati, będą musiały albo sobie z tym poradzić, albo przestać istnieć.

W 2018 r. National Geographic poinformowało o konferencji na temat zmian klimatu, która odbyła się w stolicy Wysp Marshalla, Majuro, na której klimatolog Chip Fletcher z Uniwersytetu Hawajskiego przedstawił pomysł pogłębiania pobliskiej laguny i wykorzystania gleby do zbudowania co najmniej jednej wyspy, aby zabezpieczyć ją przed wznoszącym się morzem.

W swoich komentarzach na ten temat Fletcher przedstawił być może najbardziej wyważoną perspektywę nie do pozazdroszczenia pozycji kraju, którą niektórzy mieszkańcy krajów takich jak Dania z pewnością już rozważali:

„Pogłębianie i rekultywacja ziemi, nie ma w tym nic nowego. Nie ma magicznej technologii. To po prostu naprawdę drogie […] Innym elementem jest to, że jest to szkodliwe dla środowiska, ale wolałbym zniszczyć jakąś rafę, niż patrzeć, jak cała kultura wymiera”.

Ponieważ skutki zmian klimatu zaczynają narastać na całym świecie, utrzymanie szczytowej integralności środowiska może być dla nas opcją, którą już przegraliśmy. Sposób, w jaki zdecydujemy się radzić sobie z tymi kompromisami, prawdopodobnie w dużej mierze zadecyduje o tym, jak będzie wyglądać nasza przyszłość.